«H.M.S. Surprise»

- 4 -
- Suttona znam z obrad - powiedział Pierwszy Lord, zaciskając mocno usta i kreśląc krótką notkę. - Natomiast kapitan Aubrey... Nazwisko jest mi znajome.

- To syn generała Aubreya, milordzie - szepnął sekre­tarz.

- Ach, tak! Członek opozycji, który z taką pasją zaata­kował premiera Addingtona! Pamiętam, zacytował swego syna w przemówieniu na temat korupcji. Często cytował syna. Tak, tak... - Zamknął swe notatki i zerknął na ogólny raport.

- Sir Josephie... - odezwał się po chwili. - Kim jest doktor Maturin, zechciałby pan wyjaśnić?

- To ów dżentelmen, na temat którego przesłałem Wa­szej Lordowskiej Mości sprawozdanie w zeszłym tygodniu - odparł sir Joseph. - Sprawozdanie w żółtej teczce - dodał z pewnym szczególnym naciskiem w głosie, sugerującym, iż za czasów Melville'a poparłby swe słowa ciśnięciem kałama­rzem w głowę Pierwszego Lorda.

- Czy nadawanie czasowych uprawnień kapitańskich lekarzowi to zwyczaj powszechnie praktykowany? - ciągnął Pierwszy Lord, ignorując zarówno ton głosu sir Josepha, jak i znaczenie żółtej teczki. Członkowie Rady pozostający w czynnej służbie wymienili krótkie spojrzenia.

- Otrzymali je sir Joseph Banks i pan Halley, milordzie, i jak domniemywam, wielu innych wielkich mężów świata nauki. To niemały zaszczyt, ale w żadnym wypadku nie jest to praktyka nie znana.

- Ach, tak - powiedział Pierwszy Lord, wnioskując z chłodnego tonu sir Josepha, że właśnie popełnił nietakt. - Więc nie ma to związku ze sprawą?

- Absolutnie nie, milordzie. Jeśli mogę na moment po­wrócić do kapitana Aubreya, pragnę nadmienić, że poglądy ojca nie są tożsame z poglądami syna. Bynajmniej, milordzie - rzekł, już nie w nadziei, że uda się wyprostować kwestię pryzowego, ale by odwrócić uwagę zebranych od nietaktu lorda. Pytanie kontradmirała Harte'a wskazywało, że manewr się powiódł.

- Czy mylę się, dostrzegając w sprawie osobisty interes sir Josepha? - zapytał on, uparcie pragnąc zarówno pochle­bić Pierwszemu Lordowi, jak i dać upust własnej złośliwości.

- Oczywiście, że się pan myli! - wykrzyknął czerwony na twarzy admirał Parr. - Na Boga, cóż za chybione stwierdzenie! - Jego głos utonął w serii kaszlnięć i chrząknięć, z których wyrywały się raz po raz pojedyncze słowa takie jak „cholerny zarozumialec", „nowicjusz", „kontradmiralczyna", „gówniarz".

- 4 -